Listopad 2013 w zdjęciach

komentarzy 12 |
| |
Mam wrażenie, że listopad trwał tydzień! Jego tematem przewodnim były imprezy, dobre jedzenie, głupie buty i zajebiści ludzie. Czyli jak zawsze.
Będzie trochę nie po kolei, jako że mam problem z datami i żyję w innym świecie.
Zaczynamy od imprezy halloweenowej, która zaczęła się na vampiriadzie (gotów można nie lubić ale co jak co, zawsze chętnie się przebierają), a skończyła w klubokawiarni. Wytańczyłam się za wszystkie czasy. Brakowało mi imprezy przebieranej. Bawiliśmy się z Karoliną i Radeckim a na tańcach spotkaliśmy Natalię 🙂 Więcej zdjęć znajdziecie na fanpejdżu Kiny.
Pierwsze obchodzone urodziny w tym roku, czyli 9 urodziny Eski Rock. Bardziej cieszyłam się ze spotkania ze znajomą niż z samych koncertów. Nudny catering i najbardziej skurwiałe drinki świata (widoczne na zdjęciu poniżej), po które bardzo pchało się kilka pudelkowych gwiazdeczek. Przy okazji kolejnego openbaru organizowanego w stodole po prostu pójdę na dół i zapłacę sobie za to co chcę:P
Moje pierwsze spotkanie z widzkami Kiny:) Straaasznie się denerwowałam! Na szczęście poznałam kilka przemiłych dziewczyn, z którymi przegadałam pół wieczoru. U  Karoliny znajdziecie więcej zdjęć:)
Placebo, czyli takie coś co gra u nas co roku (chyba że się mylę) i co roku jakoś mi nie po drodze. Tym razem dostałam dwa bilety i aż głupio było nie pójść. Dobry koncert, nie wynudziłam się:) Niżej zdjęcia z kilku innych imprez/koncertów, m.in Night of Death United organizowany przez moją znajomą i wyjście do Wynalazku.
A teraz najważniejszy dzień w roku! 16 listopada, najlepsze urodziny jakie miałam, w przyszłym roku będę musiała polecieć na księżyc żeby je chociaż minimalnie przebić. Dziękuję siostrze, Radeckiemu, Pawłowi, Michaelowi, Kacperkowi, GGG i wszystkim którzy pamiętali ale nie mogli przyjść.
W drodze na lotnisko po Boogie. Strasznie umierałam tego dnia, ale Korn i kolacja w TGI Fridays postawiła mnie na nogi. Dynia spoko, Jack Daniel’s z truskawkami mega <3
Ostatnio jem zupę dyniową gdzie tylko się da. Najlepszą dorwałam w CDQ na Vampiriadzie a plany zrobienia własnej przerzucam na kolejny rok. Poniżej jedna z tym gorszych, smakujących jak papka dla dzieci.
Miejsce miesiąca- Plac Unii Lubelskiej. Jako chyba jedyne centrum handlowe w Warszawie nie śmierdzi KFC i ma mało, ale za to „lepszych” sklepów. Jest sałatka, jest kawa z ryby, można siedzieć.
Najgłupszy zakup miesiąca:D Tak, da się w nich chodzić. I nawet są trochę wygodne.
Herbata ryżowa, od której jestem ostatnio uzależniona. Piję hektolitrami, co można stwierdzić po prawie opróżnionej puszce.
Sushi na mieście, sushi w domu. Po przypomnieniu sobie wariacji synka zdecydowanie bardziej odpowiada mi to na mieście. Rozpuściłam gówniarza i teraz mam problem z normalnym jedzeniem.
Katarzyna masterchef, umiem obrać orzechy i pokroić oliwki
Poniżej mój ulubieniec Lucyfer i nasze trudne poranki
<3